Lyrics: Mateusz Szpakowski Music: Mateusz Szpakowski/Nadim Akkash Najlepszy w Polsce, napisałem tą historię na dnie Wszystko na jedną kartę, nic nie miałem poza mic'em Po Cerberze nagrałem z trzydzieści featów W pół roku, ale większość im zabrałem, byku Wyjebałem parę tracków, dziś to tylko leaki To nie praca, chociaż żyję z niej i dla muzyki Bo poza nią nic już się nie liczy dla mnie To prawdziwa miłość, wszystko powiem Tobie, skarbie Eryk, mogłeś odciąć metki i pokazać jaja wtedy Hip hop to nie Tik Tok, liczę, że to skumasz kiedyś O kim mówicie na trackach wiecie tylko z kolegami Można tylko gdybać, to różnica między mną a wami Nie zamknąłem GUGU, tylko wziąłem w swoje ręce Masz wydziarane logo, wiedz, że nosisz moje serce To dla fanatyków, co rapują za mnie wersy Konkuruję z topką, tylko czuję się jak Pepsi Nie dźwignąłem w życiu paru rzeczy, odjebałem, kurwa, jeszcze więcej Porobiony to głupoty robię, ale nigdy w głowie żeby krzywdzić dzieci Dwie maczety tak jak Leonardo Gdybym się nie cofnął to bym siedział dawno, joł W duszy zawsze grał mi hardcore Cały w sosie jak pizza, nie mącę tak jak pizda Street life, bez niego nie znaczy nic nasza muzyka Jak wpadam z ekipą, to ochrona pyta czy będziemy grzeczni Jestem dziki, nie oczekuj nic od bestii U paru suk sobie wokół mieszkam Bum, bum, bum ciągle słucham serca Small city life, robię dym z wiaderka Uderza ją buch, że aż ściąga make up Tamten susz nie walił w łeb tylko porywał Wszyscy mieli gdzieś czy to indica, czy sativa Każdy wie, że to mój rok, a to EP to stempel Mati koks, bo podpala osiedle Zawsze miałem w dłoni zioło, czułem się jak Sudowoodo 808 demonów i musiałem głowę uciąć Ciężko było nagrać wtedy numer, który nie był smutem Ale nawet zapłakany wyrwałbym najlepszą dupę Na-, na-, nawet w długich włosach będę wyglądał jak patus Bo nie zrobisz pudla z osiedlowych dobermanów Grałem tylko po to, żeby ktoś był ze mnie dumny Na wieki wieków Simba, to dla betonowej dżungli