Lyrics: Izabela Kaczmarska
Music: Yahor Sharenda
nie wybrałam rapu to on mnie wybrał
zapisał się na dłoni jak stygmat
nie mów mi jak żyć mam nie byłeś tam
nie widziałeś tego i nie czułeś tego tak jak ja
wiem jak mam żyć więc shut the **** up
to cienka granica między sztuką a psychiatrykiem
zawsze się patrzyli na mnie trochę dziwnie
teraz zapatrzyli jak na drogą dziwkę
ja się tylko bawię życiem robię replay
to głos we mnie który nigdy nie milknie
zawsze mnie rozumiał tylko rap
love of my life
mam w sobie groove jak Erykah Badu
i zwierzęcy totem a na czele kotów król
jak smok spętany od wieków teraz do lotów gotów
wyrywa się ze mnie bestia gotowa do ścinania głów
a wolność się zaczyna tam gdzie przestajesz się bać słów
a wyrzekanie się siebie to potworny ból
muszę pisać to i muszę rzygać tym
i mnie spala to i obraca w proch i pył
i odradzam się to odwieczny cykl
poza śmiercią i życiem się odbywa bycie
stygmat bycie mną to stygmat
stygmat wiem że jest tu więcej nas
przyznaj zawsze bolał Cię ten świat
wyznaj swoją prawdę ponad fałsz
celuję w większą przestrzeń
dla mojej głowy chcę wiedzieć kim jestem
tak długo trwałem w chwilach
które wpadają w inwersję
a biegłem w to głębiej
substancje
ciągle na zakręcie
pełna kieszeń no i jakoś to będzie
pewnie, przez to wyląduję w piekle
nie raz
bywały takie chwile, że hell of the night
nie raz, odbita twarz to to nie byłem ja
i jak zamknąłem na klucz przeszłość
pogodzony, uwolniłem całe zgromadzone
napięcie i pękło, progress to codzienność
wzmacniam wibracje ukorzeniony jak drzewo
głowa leci w górę nogi ciężkie jak beton
balans
pomiędzy niebem a ziemią waga
pomiędzy tymi sferami zero
jak równik, leciutko lekko