RED BULL 64 BARS

Lyrics: Kamil Zalewski Music: Kamil Zalewski/Filip Pachólczyk Ej, oni i tak tego nie pojmą, ej Coś pod nosem sobie mruczę, ej Przerost treści nad formą, ej Poświęciłem życie sztuce Cztery wersy — tyle daję wam fory Wjeżdżam jak do siebie, wjeżdżam jako faworyt Nabój gotowy, by wystrzelić z komory Przemawiam se na beacie, a nie na Instastory Na przystawkę se zjem ten sezon Crème de la crème, spécialité de la maison Dzwoni komóra, no bo jest interes Za słabi na Red Bulla tak jak Sergio Perez Niezdrowa szama, a i tak dbam o linie One zostaną, gdy cała reszta przeminie Sorry newonce, że tak dużo mam metafor Dzwoni do mnie Janusz i lecimy se na kawior, halo? Żaden ze mnie autorytet, nasze banie są poryte Nasze domy jak Sofitel, chociaż pensje są sowite Kartki białe niczym kitel, jak wzywają, no to idę Trochę martwi ją harmider, śnimy o Victorii tak jak Riedel Szczeknij, a rozszarpię jak rottweiler Wsadzasz do pyska, co Ci rzuci ghostwriter Najpierw się naucz pisać, gamoniu To drewniane flow, ale za to z mahoniu Wydaję numer i trafiam na okładkę Później biję rekord tak jak Biedroń matkę W tej branży, gdzie pełno hajsu i proszku A biedne dzieciaki traktują nas jak bożków Stary, A do V do I Spełniłem większość swoich marzeń Dziesięć lat życia to zabrało mi Z tej okazji się widzimy na Torwarze Pozdro, favst Kiedyś Wrócę do domu i opowiem to mamie Poczuję spokój jak po diazepamie Przeżyłem koszmar jak z Ulicy Wiązów To życie jest kruche, więc się nie przywiązuj Na tym świecie nic nie należy do nas A że czasu jest mało, to rób to, co kochasz Jestem Synem Bożym Co dostał jeden talent, a później go pomnożył Chyba nie umiem żyć inaczej Joka, PONO — requiescat in pace Nie boję się śmierci, bo nieraz umierałem A gdy skończę już grać, wtedy spocznę w futerale Szczęściarz, co ma życie wymarzone Wracam do domu, przytulam syna, żonę Nie wierz we wszystko, co tam o mnie piszą Portale, gazety albo jakiś kurwiszon Dobre chłopaki, ale ze złego podwórka Odliczam, bo zaraz rodzi mi się córka Piszę to w nocy, kiedy syn już zasnął Zaspokojone potrzeby tak jak Maslow Wkładam w to serce no i pracy mnóstwo A największego rywala widzę, patrząc w lustro Zostanę na płytach tak jak dżin w lampie Nie było Spotify, słuchałem w Winampie Mówili: "atak to najlepsza obrona" To stara szkoła, starsza niż Sorbona Przynoszę tylko chlubę temu miastu I nie pojadą z nami, no bo nie mają podjazdu Nie czczę diabła jak te wasze elity Wierzę w Boga, co miał bok przebity Wrzucam sobie Raszyn na mapę: WPR, czyli Wielki Polski Raper