Lyrics: Kazek/Dżanglu/matiorzel Music: Kazek/Dżanglu/matiorzel Yeah, ej Muzyka paletą barw dla mnie, barw dla mnie A ty, mała, proszę, patrz na mnie, Ty patrz na mnie Namaluję tu tak jak zawsze, tu jak zawsze Ty namaluj moją wyobraźnię, wyobraźnię Pędzlem naszkicuj, co jest ważne — bo co jest ważne? Jednocześnie, błagam, czego pragnę — bo czego pragnę? Nawinąłem Ci już nieraz, że nie kłamię na numerach Życie „que sera, sera” nie jest dla mnie opcją teraz (Yeah) Pomaluję świat Twój na barwy, których nie widziałaś nigdy Pozbędę się odcieni smutku i nienawiści Nie chcę być Twój, a mój pędzel Ci się przyśnił Rumieńce na policzkach widzą nawet daltoniści Bo bije ode mnie ciepło, temperatura się zwiększa Moja mała się uśmiecha, oglądamy „Barwy szczęścia” na co dzień Nie tylko w telewizorze Jestem najlepszym malarzem na świecie, mamy beef z Van Goghiem Jakbym miał inną paletę barw Byś słuchał w Ameryce i mnie podpinał pod gang Bo mamy taki vibe, że się buja cały kraj Tyle w życiu zmalowałem, że zabrakło w sklepach farb Ale dziś mam popęd, by się wbić na zwrotę Z tych małych cyfr na flotę, która Ci zniszczy głowę Ale to potem — teraz robię szkic na portret Co za wiosen trochę, będziesz za ikonę brał (Yeah, ej) Muzyka paletą barw dla mnie, barw dla mnie A ty, mała, proszę, patrz na mnie, Ty patrz na mnie Namaluję tu tak jak zawsze, tu jak zawsze Ty namaluj moją wyobraźnię, wyobraźnię Pędzlem naszkicuj, co jest ważne — bo co jest ważne? Jednocześnie, błagam, czego pragnę — bo czego pragnę? Nawinąłem Ci już nieraz, że nie kłamię na numerach Życie „que sera, sera” nie jest dla mnie opcją teraz (Oh, oh, yeah) Dziś marzyło mi się wyjść z domu Poszerzyć palety kolorów, więc Pink Floyd Z telefonu burzy mury i barwi tynk To szary dzień, ale mam set flamastrów Drapacze chmur w baby blue, niech budzi się miasto i niech Ludzie z okien widzą pigmentów full świat Niech krew ma leje się jak tusz, byle w ruchu stalówka Ponury pejzaż, czasem tak też mam Jedynie czerń i biel mieszają mi się w szarych komórkach (Cśśś) Więc chuj, biorę farby, parę tub, pędzel, puchy i ruszam Lecę na M2, nie przeszedłem nawet metra Leje się z plecaka sztuka, nie próbuję nawet tego okiełznać Barwna ta moja natura, mówiła mi to za małego matula — stąd nie dziwi spektrum Szukam czegoś więcej niż pustych spotów, bym i tak tam został szczerze Nadal nie powiem Ci, jaki mam powód, dla którego chcę wpłynąć na krajobraz Ale gdy piszę, przypomina mi się rysunek mej rodziny całej Cały od podstaw, no bo nie byłem fanem kolorowanek Yeah Muzyka paletą barw dla mnie, barw dla mnie A ty, mała, proszę, patrz na mnie, Ty patrz na mnie Namaluję tu tak jak zawsze, tu jak zawsze Ty namaluj moją wyobraźnię, wyobraźnię Pędzlem naszkicuj, co jest ważne — bo co jest ważne? Jednocześnie, błagam, czego pragnę — bo czego pragnę? Nawinąłem Ci już nieraz, że nie kłamię na numerach Życie „que sera, sera” nie jest dla mnie opcją teraz (Yeah) Ostatnio ponura pogoda wreszcie mi nadała barwy (Yeah) Wszystko na szaro, a ja w tym świecie jak Barbie (Barbie) Tylko czuję, że żyję, jak się zaczynają martwić (Yeah, martwić) Prawie jakbym był wampirem, a innym skończył się barwnik (Ha) Inspirację widzę w sobie, widzę w ludziach, widzę w sztuce I mam głęboką nadzieję, że to wam kiedyś powtórzę (Yeah, yeah) Inspirację widzę w sobie, widzę w sztuce Ale wykreślam to drugie, bo najbardziej brzydzą ludzie (Woah) Mam to w naturze, jak natura, deszcz na burzę Że często mówię, co myślę, przez to nie myślę, co mówię Już chyba muszę oddać temu swoją całą duszę Kiedy do muzyki od snu miewam już większy stosunek, yeah