mojwybor.

Lyrics: matiorzel Music: Big Jed Zjaram się dopiero gdy wydam płytę Przez obietnice no bo nie chcę utknąć Me inspiracje to życie i życie Bagaż doświadczeń popijany wódką Widzisz coś więcej ja tego nie widzę W mych oczach dawno nie leżało płótno Me inspiracje to blanty i zrycie Ale tu bycie i przekreśla to trudno wiem W mojej głowie oddzielona kreska Już nie myślę ale wciąż pamiętam Czasy dorastania do zadania Żeby chcieć się wyrwać pozostawić niesmak Im na językach w duszy i po pamiętnikach Dalej was kocham braci Lecz chcę się kochać za życia To był mój wybór (twarze robią za parę wspomnień) Mój własny wybór (nie chcę wojny nie chcę zapomnieć) To był mój wybór (porzucone co niewygodne) Mój własny wybór (porzuco- porzucone) Życie to sztuka wyborów Ja za dużo razy wybrałem nie tak Ilość nie tych i gibonów Jedyne na co umiem trafiać to fart Nie umiem zaufać sobie a za bardzo innym Niestety to fakt ja Gubię się wracam i znowu się gubię To infinite pętla jak while Nienawidzę jej nienawidzę jej yeah Jak się wyrwać zmienić kod Wpaść w inny trans? Zmienić tu na gdzieś zmienić tu na gdzieś yeah Byle gdzie byle nie tu byle właśnie tam Za oknem burza pół roku matura Czemu mam wrażenie ze kończy się czas jak Wybić to z głowy zostawić nałogi I na nogi stanąć tak stać I może w końcu odłożyć to co Wytwarza kłody może Może już dosyć może Może położyć temu kres Często buzuje krew Choć nie przejmuję się Tyle wstydu i łez Zajmuje moją cześć I szczerze chuj w to bo Jebać te błędy będę spał dobrze wiedząc że To był mój wybór (twarze robią za parę wspomnień) Mój własny wybór (nie chcę wojny nie chcę zapomnieć) To był mój wybór (porzucone co niewygodne) Mój własny wybór (porzuco- porzucone) (porzucone) (porzucone)