Lyrics: Maciej Shhieda Adamowicz/Łukasz Opał Opiłka
Music: Maciej Shhieda Adamowicz
Piękne rany masz, są widoczne stąd.
Wiem, że Cię wnętrze pali, a nocą pęka głos.
Zapachy ciągle z nami, chociaż już ledwo co.
Ona ma piękne rany i bardzo smutny wzrok.
I do kogo mieć pretensje?
Czyja to wina, że nie wiesz gdzie Twoja przestrzeń?
Dajesz znaki, że spoko, ale ja wiem,
że w nocy znowu do mnie napiszesz czy może nie śpię [raczej nie].
Raczej nie śpię, w głowie mam kawałek.
W głowie słyszę Ciebie i Ciebie w nim opisałem.
Zmieniło się wiele i wielu zamknęło japę.
Wiele rzeczy z tego też nigdy nie było planem.
Ale chuj tam, jedziemy do studia,
niech tamci ziomale to będzie dla nas nauczka.
Razem przemijamy i razem badamy jutra.
Może to przesłuchasz i wtedy nie będziesz smutna.
Ale chuj tam, jedziemy do studia,
niech tamci ziomale to będzie dla nas nauczka.
Razem przemijamy i razem badamy jutra.
Może to przesłuchasz i wtedy nie będziesz smutna.
Piękne rany masz, są widoczne stąd.
Wiem, że Cię wnętrze pali, a nocą pęka głos.
Zapachy ciągle z nami, chociaż już ledwo co.
Ona ma piękne rany i bardzo smutny wzrok.
Dalej lubię kiedy się nim patrzy na mnie,
wiem, że zasłoniła łzami więcej niż mogła naprawdę.
Blady puder, kolor oczu monochrom,
może cudem obejmę to czego nie mógł objąć wzrok.
Ciągle wyczuwam, że gubi się wśród ciągle wyczuwalnych zapach perfum, ej.
W powietrzu opium, to chyba Tom Ford,
najpierw polubi siebie - potem samotność.
Sami sobie wyśniliśmy jebaną insomnię, ej.
Chłodne spojrzenie pamięta ogień.
Głęboko w sobie, głęboki proces i płytki oddech.
Do stracenia już tylko to co masz na horyzoncie.
Wczoraj to jeszcze dziecko, dzisiaj dorośnie,
najpierw poleciał Red Hot, zaraz potem Coldplay.
Dłonie zimne jak śnieg wciąż w dotyku jak płomień