Martwy punkt

Lyrics: Hipocentrum Music: Tomasz Niemiec/Hipocentrum [Zwrotka 1: PeeRZet] Na starcie mu życie nie dało za wiele gdy mowa o piekle standardów Miał fajną dziewczynę, był przyjacielem i uczył się biegle faktów Pracował u ojca w świecie cyferek przeorał tam wiele faktur Mimo to zawsze z pustym portfelem przez co nie wiele kontaktów To stało się jego obsesją, kompleksem który musiał pokonać Jak największą pensją oszukać chciał serce, ciągle śnił o milionach Gdy pojawiła się szansa, poszedł na maksa skoczył w ocean korzyści Potem wrócił do miasta w nowych airmaxach - wygodnych gdy chodzi o wyścig Dziewczyna kochała go bardzo wcześniej, teraz nie mogła go poznać On kochał ją nadal lecz jednocześnie szukał wciąż nowych doznań Jego przyjaciel którego nie znacie jak zawsze był spoko ziomem Mimo że tamten już nie chciał na chacie zamulać i wydawał hajs poza domem Na zmianę tu praca i melo, a później już tylko praca i niemoc Kumpel i panna odpadli bo tempo i kasa tu stały się jego domeną Rok później leżał już na kozetce, jechał szybko nie sprawdzał luster Miłość i przyjaźń w martwym punkcie, nie dostrzegł ich gdy gonił sukces
[Zwrotka 2: Oxon] Miał się za wzór wszelakich cnót i duszę towarzystwa Od zbędnych burd się ciągle tu starał zachować dystans Chadzał na kluby, rzadko mówił ludziom po nazwiskach Myślał że wrogich mu za chuj istnieć nie mogła lista Skory do rozmowy, wyczulony na ciekawostki Skory żeby zdobyć info gdzie i kiedy czemu dociekał kto z kim Kochał łączyć kropki i wyciągać sam uwielbiał wnioski Chłonął plotki jakby chłeptał krew - przysysał się jak moskit Nigdy nie odmówił sobie prawa do opinii co do innych Nie był z tych co się kiedykolwiek czuli winni - był mordą silny I nie było sytuacji w której nie miał racji zawsze puentę znaleźć umiał Gdy rozpędzał się nie było szans że w gadce złamiesz chuja Myślał że jest bez skazy to jak podpucha roku O nim jedynym nie gadali wszyscy tutaj wokół Było mu mało i robił halo co rusz na boku Zgadnij co się działo gdy matoł opuszczał [?]
[Zwrotka 3: Bazi] Jednak trzeba pamiętać no bo mamy rożne charaktery I w różnym miejscu postawione granice bariery On ciągle wytykał błędy innym był taki szczery Sam nigdy nie był wtedy winny tworząc te afery Czuł się w zgodzie ze sobą gdy ludziom mówił w twarz Co mu się nie podoba a trwało to długi czas Pewnie znacie kogoś takiego też wkurzył was I gdyby tylko złotą radą to by służył raz Ale nie no bo to ciągle się powtarza Jak zwrócisz takiemu uwagę to wtedy zobaczysz jak się obraża No bo krytyki sam to nie umie przyjąć Łatwiej udawać przed sobą że tematu nie było Nie widział swoich wad lecz cudze Chciał być taki szczery to siebie okłamywał był pełen złudzeń Nie ma normalnych, banie Ci poryto i to syto Każdy z nas choć trochę to jest incognito hipokrytą